top of page

Helena Merenholc

Poniżej znajduje się biografia pani Heleny. By przejść do części, która interesuje was najbardziej, możecie skorzystać z poniższych odnośników :)

Tymczasowy_Dworzec_Glowny_671270_Fotopolska-Eu.jpg

DZIECIŃSTWO HELENY

Na znajdującym się obok zdjęciu z roku 1933, w tle za Tymczasowym Dworcem, widoczne są zabudowania ulicy Chmielnej. To tam, pod numer 35, mieszkała rodzina Merenholc przed śmiercią ojca Heleny.

RODZICE, CZYLI PAŃSTWO MERENHOLC

Rodzina Merenholc, czyli rodzina ojca pani Heleny, wywodziła się z Warszawy. Rodzina matki zaś z Łodzi. Początkowo Merenholcowie zamieszkiwali duże mieszkanie na Chmielnej.


Pani Merenholc na co dzień zajmowała się domem i sześciorgiem dzieci. Nie oznaczało to jednak, że nie poświęcała czasu na swoje pasje. Uwielbiała sztukę i muzykę. Regularnie wybierała się do teatrów i na koncerty.

Jej mąż był właścicielem cegielni. Oprócz tego zajmował się działalnością społeczną. Współpracował także z bratem żony. Prowadzili wspólne interesy handlowe w Łodzi, jednak stryj pani Heleny oszukał jej ojca. Po tym wydarzeniu zmieniły się warunki materialne całej rodziny. Jeszcze bardziej pogorszyły się po śmierci pana Merenholc, który zmarł na raka pęcherza w wieku 53 lat. Konieczna stała się przeprowadzka do mniejszego mieszkania na placu Żelaznej Bramy.

RODZEŃSTWO PANI HELENY

Pani Helena była jedną z sześciorga dzieci Merenholców. Miała trzech braci oraz dwie siostry. Piąta w kolejności Helena przyszła na świat 15 marca 1907 roku. Historie jej rodzeństwa zawierają trzy wspólne elementy - miłość do muzyki, niezwykłą inteligencję, tragizm. O ich szczegółowych losach przeczytać można więcej poniżej: 

WARTOŚCI I ZASADY W DOMU MERENHOLCÓW

RELIGIJNOŚĆ

Matka pani Heleny pochodziła z rodziny ortodoksyjnej. Razem z mężem byli wierzącymi ludźmi. Obchodzili zarówno święta takie jak Wielkanoc czy Nowy Rok, jak i Sądny Dzień oraz Macę. Rodzinne spotkania kończyły się powiedzeniem "W przyszłym roku w Jerozolimie!". Mimo tego, że rodzice byli względnie tradycyjnymi Żydami, to ich dzieci nie wyniosły z domu przywiązania do religii (nigdy nie były zmuszane do uczestniczenia w niej). Nikt z rodzeństwa nie został nauczony języka hebrajskiego.

OJCIEC

SPOŁECZNIK

Pan Merenholc od zawsze bardzo hojnie obdarowywał instytucje żydowskie. Angażował się też w inne akcje charytatywne i starał się pomagać lokalnej społeczności. Helenie pomoc innym była więc bliska od najmłodszych lat.

POGLĄDY

Rodzice byli demokratami. W wychowaniu swoich dzieci skupili się na nauczeniu ich szacunku do innych (szczególnie starszych) osób, punktualności, którą niezwykle cenił ojciec Heleny (miał nawet powiedzonko: "kto jest niepunktualny, ten jest niekulturalny"), poczucia obowiązku, wywiązywania się ze swoich obietnic, empatii, współczucia do ludzi w ciężkiej sytuacji.

EDUKACJA PANI HELENY

Czyli dlaczego pani Helena zmieniła szkoły i o jej pasjach - literaturze i psychologii.

Pani Helena na początku chodziła do polskiej szkoły na ulicy Złotej. W Warszawie pojawiła się jednak nowa szkoła - koedukacyjna, nowoczesna i żydowska. Młodej Helenie szalenie spodobały się jej wartości. Od samego początku kobieta wykazywała się olbrzymią determinacją - zdołała przekonać (po wielu uporczywych tygodniach nieodpuszczania) niechętnych do przenosin rodziców. W ten o to sposób trafiła do szkoły na ulicy Orlej, którą bardzo dobrze wspominała.

ZMIANA
SZKÓŁ

jan-feliks.jpg

ZAINTERESOWANIA

PSYCHOLOGIA I LITERATURA

W domu Pani Heleny uwielbiano muzykę, więc rodzice naciskali na to, żeby każde ich dziecko rozwijało się w tym kierunku. Helena uczyła się jej z konieczności, ale w jej sercu było miejsce tylko dla książek i psychologii.

Helena czytała już jako mała dziewczynka książki, które należały do jej starszych sióstr. W ten sposób zaszokowała swoją nauczycielkę panią Skowronkową, odpowiadając (w wieku 11 lat!), że czyta Historię pewnego życia Maupassanta. Jej miłość do literatury podkreśla fakt, że w momencie, gdy musiała przenieść się do getta i zdecydować, które przedmioty są dla niej najważniejsze, wybrała swoje ulubione książki.

Psychologia również towarzyszyła Helenie od najmłodszych lat. Była powierniczką swoich koleżanek - zarówno młodszych jak i starszych. Przychodziły do niej po pomoc. Dziedzina ta wzbudzała w niej wielkie zainteresowanie. Kobieta zdecydowała się na studiowanie psychologii na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła ją w 1936 roku.  Odbywała praktykę na oddziale psychiatrycznym żydowskiego Szpitala Starozakonnych na Czystem. Pracowała jednocześnie w Poradni Pedologicznej Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

“Poradnię stworzyła i prowadziła dr Zofia Rozenblum (okupacyjne nazwisko Szymańska), niezwykły człowiek i społecznik. Praca w Poradni była dla mnie szkołą życia, poznałam tam dzieci żydowskie, dzieci polskie, dzieci nędzy i inteligencji. Pogłębiło to mój stosunek do społeczności ludzkiej”

WSPOMINA PANI HELENA

24701acd-d547-4615-8487-adc05c3aeffc.jpg

WYBUCH WOJNY

1 września 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa. W przeciągu kilku dni życie pani Heleny (i nie tylko jej) całkowicie się zmieniło. Zaledwie rok później musiała przenieść się do getta - piekła, którego nie sposób sobie wyobrazić.

LIKWIDACJA ZAKŁADÓW POMAGAJĄCYCH DZIECIOM

Po paru dniach wojny praca w Poradni Pedagogicznej Towarzystwa Przyjaciół Dzieci została zlikwidowana. Wtedy zaczął działać CENTOS.

Wcześniej jednak - samego 1 września - został zlikwidowany prywatny zakład dla dzieci z najcięższymi chorobami neurologicznymi. Pochodziły one z różnych państw, m.in. z Mongolii czy Litwy. Zapanował straszny chaos. Wydarzenie to zapadło Helenie w pamięć jako obraz pierwszego dnia wojny. Wraz z Adolfem Bermanem została wezwana, by "pozbierać" z ulicy dzieci, których rodzice nie chcieli przyjąć

CENTOS - Centralne Towarzystwo Opieki Nad Sierotami. Organizacja ta została założona w 1924 roku w Warszawie. Była wiodącą organizacją opiekującą się żydowskimi sierotami w II RP oraz funkcjonowała w gettach w czasie II wojny światowej - nie przestała kontynuować swojej działalności mimo przeciwności losu.

Pani Helena zaczęła pracować w CENTOSie po zamknięciu Poradni. Kontynuowała pracę w Towarzystwie w czasie swojego pobytu w getcie.

CENTOS

KUCHNIE
LUDOWE

Praca pani Heleny W CENTOSie zaczęła się od przydzielenia do tzw. kuchni ludowych. Służyły one wykarmieniu dzieci, które utraciły możliwość uczęszczania do Szkół Powszechnych. Wtedy jeszcze nie wiedziano o niewyobrażalnych zamiarach Niemców wobec ludności żydowskiej. Panowała wielka dezorganizacja.

jost_ruch_uliczny_1_DZIH F 4684_2.jpg

GETTO

POBYT PANI HELENY W GETCIE WARSZAWSKIM

ul_Sienna_17150_Fotopolska-Eu.jpg

PRZEPROWADZKA

W momencie powstania getta Pani Helena mieszkała na placu Żelaznej Bramy, czyli poza granicami "zamkniętej dzielnicy mieszkaniowej". Gdy rodzina zmuszona została do przenosin, praktycznie nic nie mogła zabrać - w domu został ukochany fortepian Merenholców. Helena wraz z matką i siostrą od 1940 roku mieszkała u Eugeniusza na Siennej 38, gdzie dodatkowo przebywały jej bratowa i mały bratanek.

Wszyscy z rodziny Heleny udali się do getta zgodnie z rozkazami. Nikt nie zdobył się na próbę uniknięcia tego losu.

DALSZA DZIAŁALNOŚĆ W CENTOSIE

Centrala CENTOSu znajdowała się na ulicy Fredry. Getto ostatecznie podzielone zostało na sześć dzielnic podlegających właśnie - już wspomnianej wyżej - Centrali, w której pracowała pani Helena. Bardzo brakowało jej tam znajomości języka żydowskiego - w porozumiewaniu się z biedotą żydowską pomagały jej koleżanki. Pani Helena zajmowała się wówczas także indywidualną opieką nad dziećmi.

KĄCIKI - zaczęły być organizowane z dwóch powodów: a) rodzice chodzili do pracy - dzieci zostawały same, b) nie było już przedszkoli. Na terenie każdej dzielnicy znajdował się kierownik kącików. Zapewniały one dzieciom chociaż odrobinę normalnej edukacji i dożywiały przy pomocy zamożniejszych mieszkańców getta. Istniały aż do Wielkiej Akcji Wysiedleńczej.

3eb8b3ec-219c-4139-a136-af135b02a997.webp
800px-Michał_Znicz_-_Film_nr_07_-_1946-11-15.JPG

TEATR LALKOWY

Jedną z form opieki nad dziećmi, którą wspominała pani Helena był organizowany na terenie getta teatrzyk lalkowy. Pan Wesołowski z Żoliborza pożyczał im lalki. Po ulicach przejeżdżał wózek cyrkowy

i odbywały się przedstawienia.

W jednym z nich (pt. Pan Tom buduje dom) w główną rolę wcielił się Michał Znicz - ówcześnie sławny aktor, który również trafił do getta

i który regularnie występował w nim dla dzieci. Z getta wydostała go jego żona, lecz w roku 1943 zginął (najprawdopodobniej) popełniając samobójstwo.

"Ta przeraźliwa cisza... Czy strach może się wyrażać taką ciszą? Jakieś potworne przerażenie.  I stałam, i widziałam jak oni szli. I już było wiadomo, że idą na Umschlagplatz. (...) W tym spokoju, w tej ciszy było coś złowieszczego. (...) Na mnie podziałała ta przeraźliwa cisza - to tylko może być taka cisza wobec Śmierci"

~ Pani Helena o wyprowadzeniu Domu Sierot na Umschlagplatz ~

Dom_Sierot_1940.jpg
800px-Żydzi_w_drodze_Umschlagplatz_1943.jpg

AKCJA WYSIEDLEŃCZA

Zaczęła się 22 lipca 1942 roku. Stała się kroplą, która przelała czarę i rozpaliła iskrę oporu Żydów, który rósł stopniowo aż przemienił się w płomień największego aktu zbrojnej walki ludności żydowskiej w czasie II wojny światowej. Oto jak w tym okresie radzili sobie pani Helena i jej rodzina.

ŚMIERĆ CZERNIAKOWA

Adam Czerniakow stał na czele Judenratu. Popełnił samobójstwo po odmówieniu podpisania dokumentów związanych z deportacją mieszkańców getta do Treblinki. Było to dla Heleny czynnikiem, który sprawił, że szybciej uwierzyła w pogłoski o tym, co Niemcy robią ludziom wywiezionym.

Adam_Czerniaków_getto_warszawskie.jpg

RODZINA PANI HELENY W CZASIE WIELKIEJ AKCJI

BRATANEK PANI HELENY

Musiał zostać oddzielony od rodziców. Ukrywał się w Zalesiu u państwa Ławkowiczów. W sierpniu jednak posądzono Ławkowicza o bycie Żydem. Niespodziewanie przyjechało Gestapo. Chłopczyk wykazał się wtedy niezwykłą inteligencją. Był obrzezany, ale wyglądał bardzo aryjsko, co sprawiło, że nie wzbudzał podejrzeń. Gdy ujrzał Gestapowców, szybko chwycił zabawkę i wyskoczył przez okno na dwór i zaczął się "bawić". Niemcy kazali opuścić Ławkowiczowi spodnie, co mężczyzna zrobił bez obaw. Żołnierze nie wołali chłopca z podwórka, oceniając po jego wyglądzie, że nie może być Żydem. Chłopczyk uratował swoim działaniem życie sobie i Ławkowiczom. Momenty później konspirujący Polacy zamordowali Gestapowców w pobliżu ich domu, co sprawiło, że musieli uciekać, by nie zostać oskarżonymi o morderstwo Niemców, którzy chwilę wcześniej u nich zawitali.

BART ORAZ BRATOWA

Ucieczka Ławkowiczów zmusiła ich do oddania chłopca jego matce. Eugeniusz nie był z nimi na co dzień, gdyż z powodu różnych problemów często zmieniał mieszkania. W styczniu 1943 roku, gdy Żydzi po raz pierwszy zaatakowali Niemców, brat Heleny znalazł się w złym miejscu o złej porze. Został złapany, ale ze względu na swój niemiecki wygląd i świetne posługiwanie się językiem, wywieziono go do Niemiec na roboty, a nie do obozu koncentracyjnego. U syna Eugeniusza nasiliła się po wywiezieniu taty astma o podłożu nerwowym.

MATKA

Matka Heleny przeżyła to w ukryciu. Była jednak już starszą kobietą i zachorowała. Zmarła dopiero po tym, jak już wydostały się z getta. Przyczyną jej śmierci była dyzenteria - ostra choroba zakaźna przewodu pokarmowego.

DZIAŁALNOŚĆ PANI HELENY W GETCIE PRZED POWSTANIEM

800px-Żydzi_w_drodze_Umschlagplatz_1943.jpg

SZOP SZCZOTKARZY

Krótko po rozpoczęciu Wielkiej Akcji skończyła się praca w CENTOSie. Przed tym nie raz jednak pani Helena chowała się przed Niemcami wraz ze współpracownicami w zamkniętych magazynach.

Dzięki swoim znajomością zdobyła szybko posadę w szopie szczotkarzy. Tam zapoznała się z grupą działaczy ŻOB. Pomagała im jak mogła, przemycając materiały, czasami przekazując informacje.

ANIELEWICZ

Mordechaja Anielewicza pani Helena poznała jeszcze przed akcją wysiedleńczą, gdy pracowała w CENTOSie. Został do niej przysłany przez dr. Marcinównę - kierowniczkę dzielnicy Nalewki. Przyszedł do niej, ponieważ chciał się dokształcić i przeczytać więcej utworów polskich. Bardzo jej się spodobał – miał śliczny, anielski wygląd. Był sympatycznym, inteligentnym, uroczym chłopakiem, z którym połączyła ją miłość do literatury. Regularnie spotykali się, by o tym rozmawiać. Nigdy jednak Helena nie połączyła swojego przyjaciela z dowódcą ŻOB, która zdobywała wtedy coraz większy autorytet. Zrozumiała to dopiero w momencie, gdy wybuchło powstanie. Pani Helena z nostalgią wspominała, że manifest ŻOB pięknie uzupełnił obraz Anielewicza w jej głowie. Duży smutek wywoływał w niej sposób w jaki zginał i fakt, że najprawdopodobniej sam odebrał sobie życie, by zginąć, ale z honorem, a nie wpaść w niemieckie ręce.

POMOC RINGELBLUMOWI

Byli znajomymi od samego powstania getta. Pani Helena miała też bliski kontakt z jego żoną, która była kierowniczką magazynów z żywnością w CENTOSie. Gdy Helena pracowała w szopie szczotkarzy, przekazywała Emanuelowi materiały i wieczorami pisała na maszynie dyktowane przez niego dokumenty do tworzonego przez mężczyzną archiwum. Były to już czasy, gdy Oneg Szabat (stworzona przez Ringelbluma organizacja) zajmowała się również ukrywaniem zgromadzonych przez siebie treści.

teatrnn.jpg

JAK PANI HELENA WSPOMINA

SELEKCJE

Były straszne - to pierwszy i najdobitniejszy komentarz pani Heleny na ich temat. Nigdy nie wiedziała, czy jej rodzina i przyjaciele byli w danym momencie bezpieczni. Wiązały się do tego z uczuciem obrzydliwego szczęścia - w pierwszej chwili pojawiała się radość, że udało jej się ją przeżyć, a zaraz po tym przygniatające poczucie wstydu, bo wiedziała, co stanie się z wybranymi osobami, które stały tuż obok niej.

UCIECZKA Z GETTA NA ARYJSKĄ STRONĘ

Pani Helena uciekła z getta kanałami 6 marca 1943 roku wraz z matką

i siostrą.

Pani Helena bardzo późno wyszła z getta. Było to spowodowane tym, że przez bardzo długi okres uważała ucieczkę z getta za pewnego rodzaju "zdradę". Wykształciło się w niej poczucie przynależności do ludności żydowskiej. Sądziła, że powinna pozostać w getcie i doświadczać dokładnie tych samych rzeczy, co jej społeczność. Zmieniło się dopiero, gdy zrozumiała w pełni, co Niemcy chcą z nimi zrobić. W wywiadzie z prof. Barbarą Engelking powiedziała:

"Decydując się przejść poza mury wiedziałam, co będę robiła. Uzgodnioną miałam już współpracę z Bermanami. Wiedziałam, że przychodząc na aryjską stronę, wejdę w odmienny świat, mimo że będę w Warszawie, w mojej Warszawie. Nie bałam się, nie zastanawiałam się nad tym, czy dam sobie radę. Nie umiałam inaczej walczyć z hitlerowcami jak robiąc to, co robiłam."

Tramwaj-21-790x395.jpg

PO ARYJSKIEJ STRONIE

marzec 1943 - maj 1945

e00dfb527a18a6c201a7629a668611f1.jpg

LICZNE MIESZKANIA

Początkowo wynajmowała pokój na Żoliborzu, skąd musiała uciekać. Zdarzało się jej nocować w domu publicznym na Targówku. Nie mogła tam jednak zostawać ze względu na obławy na prostytutki i alfonsów. Przez jakiś czas mieszkała także na Próżnej 14 (razem z pisarką Rachelą Auerbach). Później, już do powstania warszawskiego, mieszkała u pani Rolińskiej przy ul. 6 Sierpnia 58. Ostatnie jej mieszkanie przed wygnaniem z Warszawy znajdowało się na ulicy Orzechowskiej.

PANI STANISŁAWA KRÓLIKOWSKA

DZIAŁALNOŚĆ KONSPIRACYJNA PANI HELENY

Pani Helena Merenholc po aryjskiej stronie posługiwała się fałszywymi dokumentami. Większość osób znało ją jako Panią Stasię. Od razu rozpoczęła współpracę z Żegotą. Stała się łączniczką.

Pomagała ukrywającym się po aryjskiej stronie Żydom. Pod opieką miała kilkaset osób. Wyszukiwała kryjówek. Dostarczała ukrywającym siędokumenty i co miesięczną zapomogę w wysokości 500zł. Odwiedzała tych ludzi, którzy nie mogli wychodzić z domów, ponieważ wyglądali "zbyt żydowsko". Zdobyła także kontakty na pocztcie. Dostarczano jej donosy, a ona jak najdyskretniej uprzedzała osoby, do których drzwi planowało zapukać Gestapo.

Pomagała również Cukiermanowi i Edelmanowi, którzy zdołali wydostać się z getta. Woziła im pieniądze i jedzenie. Przekazywała informacje.

COTYGODNIOWE SPOTKANIA ŁĄCZNIKÓW U PANI HELENY

W mieszkaniu pani Heleny co tydzień odbywały się spotkania łączników. Było to bardzo ryzykowne. Nie trzeba byłoby wiele, by ktoś nabrał podejrzeń i doniósł na panią Helenę do Gestapo. Miała ustalony system ze znajomymi i przyjaciółmi - zasłonięta firanka w oknie oznaczała, że nie powinni wchodzić do środka, że dzieje się coś niebezpiecznego.

Pani Helena dokładnie zapamiętała jedną sytuację, w której musiała szybko zasłonić firankę. Gestapowcy wpadli do jej kamienicy, poszukując kogoś innego. Ledwo zdążyła schować dokumenty z nazwiskami osób działających w konspiracji, gdy zaczęli walić do jej drzwi. Została uderzona w twarz, ale nie aresztowana.

Dworzec_Gdański_i_płonące_getto_1943.jpg

WARSZAWIACY WOBEC POWSTANIA W GETCIE

Wybuch powstania zastał panią Helenę na ulicy Orzechowskiej. Przebywała wtedy z panią Zofią Dębicką. Miała przy sobie torbę pełną pieniędzy i od razu ruszyła do pomocy. Pobiegła do swoich przyjaciół. Codziennie kursowała między wieloma kryjówkami, mając nad sobą krajobraz palącego się getta. Przebijając się przez tłumy często słyszała nieludzkie i pozbawione empatii komentarze typu: "Żydki się smażą".

"WCIĄŻ BYŁAM ŚCIGANA - CZY BYŁAM, CZY NIE"

Przeżycia pani Heleny ze szmalcownikami - kolaborującymi z Niemcami Polakami w czasie II wojny światowej.

Tramwaj-21-790x395.jpg

UCIECZKA Z DOMU NA ŻOLIBORZU

Po wydostaniu się z getta pani Helena nie miała ze sobą praktycznie niczego. Pewnego dnia, gdy wróciła do mieszkania, zauważyła właściciela przeszukującego jej szafę. "Czegoś Pan szuka?" - zapytała. Mężczyzna odpowiedział jej, że nie, po chwili dodając: "Nie ma Pani żadnych ubrań". Helena spokojnie odpowiedziała, że ją okradziono. Następnego dnia nierozważnie tam wróciła. W mieszkaniu znajdowała się kobieta, którą Helena rozpoznała jako szmalcowniczkę, wysyłającą ludzi do Lublina. Zmusiła się do opanowania. Cudem uciekła nad ranem, o godzinie 4.  Później dowiedziała się, że kilka godzin po jej ucieczce w mieszkaniu pojawili się Gestapowcy.

"ZOBACZYMY, KTO PIERWSZY ZGINIE - CZY JA NA BEFEHLSTELLE, CZY WAS NIE ZAŁATWIĄ ZARAZ"

Pewnego razu, już w czasie powstania warszawskiego, do Heleny podeszło dwóch szmalcowników. Mężczyźni złapali ją - każdy po jedenj stronie - za ramiona i oskarżyli: "Jesteś Żydówką". Ona zaczęła zaprzeczać. Nie wiedziała, jak w poważnym jest niebezpieczeństwie, dopóki nie zorientowała się, że prowadzą ją do aresztu na ulicy Żelaznej 103. Z torbą z podwójnym dnem pełną pieniędzy i sfałszowanych dokumentów, zadziałała instynktownie. Zaczęła machać i mrugać do przypadkowego mężczyzny po drugiej stronie ulicy. Szmalcownicy zatrzymali się skonsternowani i zapytali co robi. Helena bez najmniejszego drżenia w głosie odpowiedziała: "Ja? Nic. Ale zobaczymy kto pierwszy zgnie - czy ja na Befehlstelle, czy was nie załatwią zaraz. To moja obstawa. Działam w powstaniu warszawskim". Zażądała, żeby mężczyźni ją puścili. Jej wymyślone na poczekaniu kłamstwo okazało się skuteczne. Szmalcownicy jej nie zatrzymali. 

KOMUNIKACJA MIEJSKA

Najbardziej pani Helena bała się, że ktoś ją rozpozna. Była w końcu Warszawianką, ukończyła Uniwersytet. Mnóstwo osób mogło ją kojarzyć z przedwojennych czasów. Wielokrotnie zdarzało jej się uciekać przed osobami, które wydawały jej się znajome. Nie mogła ufać praktycznie nikomu. Najdłuższą ucieczkę wspominała jako tę przed byłą służącą jej znajomej. Przez ponad 2 godzinny przechodziła z tramwaju do tramwaju, by ją zgubić.

Dodatkowo za każdym razem, gdy jechała autobusem czy tramwajem kiwała do nieznajomych osób na przystankach. Wszystko po to, by ludzie pomyśleli "O! Ma dużo znajomości. Nie może być Żydówką. Musi być Polką". Wiele lat po wojnie przyłapywała się na tym, że dalej nie pozbyła się tego nawyku.

OBÓZ W PRUSZKOWIE

dulag_121.jpg

W połowie sierpnia 1944 roku z torbą pełną ukrytych pieniędzy pani Helena została wygnana z Warszawy wraz z mieszkankami domu przy ul. Orzechowskiej, m.in. Anielą Steinsbergową, dr Aliną Margolisową, Zofią Dębicką i kuzynką Lottą Wegmeister do obozu przejściowego w Pruszkowie. Udało im się stamtąd uciec, dostały się do Piastowa. Pani Margolisowej "załatwiła" im zaświadczenie od niemieckiego lekarza. Pani Aniela wybrała sobie zapalenie płuc (powodujące podejrzenia przy jej nałogu), a Pani Helena chorobę weneryczną, co wielokrotnie zaskakiwało Niemców na tyle, że ratowało im życie oraz stało się ulubionym tematem żartów Heleny jeszcze wiele lat po wojnie.

KONTYNUACJA POMOCY
Z PIASTOWA

„Pieniądze z banku przydały się naszej gromadzie i wszystkim zabiegom którzy do nas dotarli dzięki listom w RGO i ogłoszeniu, które zamieściłam w gazecie: »Stanisława Królikowska z ulicy 6 Sierpnia poszukuje krewnych i znajomych« – i podałam nowy adres. I tak zgłaszali się działacze, którzy pogubili się po wygnaniu z Warszawy: zjawił się dr Adolf Berman, Leon Feiner, Salo Fiszgrund i inni, a także łącznicy: Józef Ziemian czy Bella Elster. Codziennie biegałyśmy na stację w Piastowie wręczając chleb i pieniądze wygnańcom z Warszawy, których wywożono pociągami do obozów albo na roboty do Niemiec”. 

PO
WOJNIE

"Nie chciałam wrócić do pracy psychologa. Pomyślałam: nie będę więcej pracowała z dziećmi. Bo widziałam jak hitlerowcy rozbijali główki dzieci o mur"

Po zakończeniu II wojny światowej pani Helena chciała pomóc ludziom odnaleźć się nawzajem. Rozpoczęła pracę w Centralnym Komitecie Żydowskim. Wciąż pracowała z Bermanem. Podlegał jej dział 60 osób. Dokonała wraz z nimi ogromu pracy - stworzyli wielką kartotekę podzieloną na grupy "martwi", "poszukiwani", "żywi". Odpisywała na liczne depesze z zapytaniami o bliskich.

W CKŻ było jednak mnóstwo komunistów, a pani Helena nigdy im się nie podporządkowywała. Gdy zażądali, by sfałszowała wyniki, by wydawało się, że zginęło mniej osón niż w rzeczywistości, to kategorycznie odmówiła. Wywiązała się z tego wielka kłótnia, a pani Helena odeszła.

Przeniosła się do radia. Pracowała w redakcji dla dzieci i mlodziezy. Reżyserowała audycję dla dzieci od 1 klasy podstawówki aż do liceum. Współpracowała z Hanną Januszewska – literatką. Zostały zwolnione, ponieważ nie były "wystarczająco komunistyczne".

Ostatnią pracą stał się dla niej teatr, gdzie również reżyserowała.

Do końca życia angażowała się w działania związane z walką o prawa człowieka, co tylko potwierdziła jej znajomość z Jackiem Kuroniem i działalność na rzecz Komitetu Obrony Robotników.

19 STYCZNIA 1997 ROKU

ŚMIERĆ PANI HELENY MERENHOLC

Pani Helena Merenholc zmarła w Warszawie 19 stycznia 1997 roku. Miała wtedy 89 lat. Pochowana została na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej (kwatera 9, uliczka 1).

©2023 wykonanie Moja strona. Stworzono przy pomocy Wix.com

bottom of page