RELACJE PANI HELENY Z KORCZAKIEM
Na długo zanim Helena usłyszała chociażby imię Janusz Korczak, połączył ich zbieg okoliczności zapowiadający przyszłe kontakty - dom Korczaka wybudowany został z cegieł pochodzących z cegielni Merenholców.
OPINIA PANI HELENY PRZED POZNANIEM KORCZAKA
Koleżanka Heleny, wychowanka Korczaka
Znajoma Heleny spędziła młodość w Domu Sierot Korczaka. Żywiła do niego żal za to, że nie przygotowuje on swoich podopiecznych na prawdziwe życie - wychowuje cudowne dzieci pełne nadziei na piękną przyszłość, które potem brutalnie konfrontowane są z rzeczywistością pełną upokorzeń i bycia traktowanym jak bezwartościowa służba w domach zamożnych.
Kuzynka przeżywająca rozwód rodziców
Matka ciotecznej siostry Heleny udała się w sprawie problemów córki do Janusza Korczaka. Ten nazwał wtedy dziewczynkę egoistką. Zlekceważył bagaż emocjonalny, który nosiła ze sobą doświadczając jako małe dziecko rozwodu najważniejszych dla niej autorytetów.
Wynikająca z tego opinia Heleny
Pani Helena początkowo oceniała go raczej nie do końca pozytywnie. Miała żal za jednorazowe niesprawiedliwe ocenienie kuzynki. Doszła do wniosku, że rozumiał on dziecko małe - bezradne, potrzebujące opieki, ale nie był w stanie już zrozumieć młodzieży. Od zawsze jednak szanowała go i jego pracę.
WSPÓŁPRACA I KONTAKTY W GETCIE
Chociaż pani Helena nie pracowała w internacie, to miała dość częste kontakty z Korczakiem. Czasami odpowiedzialna była za kwalifikacje dzieci do poszczególnych ośrodków - w tym do Domu Sierot.
W getcie Merenholcowie zamieszkiwali Sienną 38. Kilka domów dalej, na tej samej ulicy pod numerem 16, Korczak opowiadał swoim dzieciom bajki. Helena zabierała tam swojego bratanka. To wtedy z bliska poznała "magię" Korczaka - dzieci pomimo ogromnego głodu były w stanie zasnąć i uspokoić się zasłuchane w jego opowieści. Wtedy pani Helena wyzbyła się całkowicie żalu do mężczyzny.
Złe warunki i częsty brak wypłacania pensji sprawiał, że pracownicy CENTOSu strajkowali o wyższe pensje. Na jeden z takich strajków przyszedł Korczak i zaczął opowiadać im o swoich losach. Pani Helena wspomina, że oczarował nawet dorosłych i to do tego stopnia, że całkowicie zapomnieli o swoim proteście.
Pani Helena podkreślała także, że dla swoich dzieci był gotowy zrobić wszystko. Często urządzał jej awantury w Centrali o to, jak mało jedzenia przypadło jego podopiecznym. Był głuchy na tłumaczenia, że na każde dziecko w każdym ośrodku przypada taka sama porcja. Nie liczyło się dla niego to jak i od kogo zdobył jedzenie. Chciał po prostu uchronić od głodu swoje dzieci. Te zapędy hamowała jego najbliższa współpracowniczka - Stefania Wilczyńska.

~ słowa pani Heleny Merenholc



~ słowa pani Heleny Merenholc
WYPROWADZENIE DOMU
SIEROT NA UMSCHLAGPLATZ
5 sierpnia 1942 roku podopieczni wraz z opiekunami - Stefanią Wilczyńską, Januszem Korczakiem, innymi pracownikami - wyszli z Domu Sierot na ulicy Siennej i przeszli na Umschlagplatz - miejsce, z którego odchodziły transporty do Treblinki. Do południa następnego dnia wszyscy zginęli z rąk Niemców przez zagazowanie. Ich przerażająco cichy marsz przez getto stał się symbolem okrucieństwa nazistów.

