top of page
HM-370x260.jpg

Opowiadanie o pani Helenie

To krótkie opowiadanie autorstwa jednej z nas powstało, by zachęcić do poznania historii pani Heleny bądź też po prostu zaciekawić. Mamy nadzieję, że spełnia te funkcje. 

Pani Helena Merenholc szła ulicą Leszno. Był 5 sierpnia 1942 roku. Już od kilku dni rzeczywistość getta stawała się w zastraszającym tempie coraz brutalniejsza. Wielka Akcja odebrała jej możliwość pracy w Centralnym Towarzystwie Opieki Nad Sierotami – przestały działać kąciki, na ulicach getta nie pojawiały się już współorganizowane przez nią teatrzyki lalkowe niosące ze sobą chociaż powiew normalności. Wracając do domu, zastanawiała się, co stanie się z tymi wszystkimi dziećmi, które „straciła”. Wiedziała, że jej bratanek jest względnie bezpieczny – ukryty u państwa Ławkowiczów w Zalesiu. Ale co z resztą? Co stanie się z właścicielami tych małych twarzyczek, które zawsze patrzyły w jej oczy z nadzieją..? Rozmyślania pani Heleny nagle przerwał niepokojący dźwięk.


A może raczej... niepokojący brak dźwięków?


Podniosła wzrok – była już na rogu ulicy Leszno. To, co ujrzała, sprawiło, że zamarła.

Lata później pani Helena zastanawiała się, czy nie chodziło jednak o to, że w tamtym momencie z m a r ł a. Z pewnością Śmierć dotknęła chociaż części jej duszy. Części, która już nigdy nie mogła uwolnić się od rogu tej przeklętej ulicy, która tak jak ona stała się niemym świadkiem jednego z najstraszniejszych wydarzeń, do którego doszło w „zamkniętej dzielnicy mieszkaniowej”. Wydarzenia, które stało się symbolem nazistowskiego okrucieństwa i bezwzględności wobec Żydów.


Przed panią Heleną odgrywała się scena nie do opisania. Marsz dzieci brzmi zwyczajnie, prawda? Ale w tym Marszu nie było nic zwyczajnego. Ulicami getta szły dzieci z Domu Sierot Janusza Korczaka i Stefanii Wilczyńskiej. Wraz z nimi byli wszyscy opiekunowie. Pani Helena co chwilę odnajdywała w tłumie kolejną znajomą twarz – byłego współpracownika, dziecka, z którym niedawno jeszcze rozmawiała, pani Stefanii, którą od zawsze uważała za kobietę niezwykłą, niesamowitego pedagoga. Przede wszystkim jednak widziała Janusza Korczaka. Dowódcę tego makabrycznego pochodu. Ojca idących za nim sierot. Na rękach miał najmniejszą z nich wszystkich, która wtulała się w niego z zaufaniem. Przez myśli pani Heleny ponownie przewinął się jej bratanek, który wtulał się w nią tak samo, gdy słuchał bajek opowiadanych przez pana Janusza na ulicy Siennej 16 – zaledwie kilka kamienic od jej mieszkania. Bratanek, który ze swoją dziecięcą niewinnością zadawał jej zagadki o trupach leżących na warszawskich ulicach. Który nie był w stanie rozumieć, co dzieje się tak naprawdę i dlaczego się dzieje. Miała jednak wrażenie, że dzieci, które widzi przed sobą – chociaż były w podobnym wieku co synek Eugeniusza – w jakiś niezrozumiały sposób wiedziały, co je czeka. Chociaż nie powinny rozumieć. Nie powinny musieć tego doświadczać.


Najbardziej przerażająca była Cisza, która im towarzyszyła. Kto to widział, by tak duża grupa dzieci nie hałasowała chociaż troszeczkę? W tej Ciszy, w tym Spokoju było coś złowieszczego. Czy to strach może się wyrażać taką Ciszą? Pani Helena już wiedziała dokąd szli. Już po pierwszym rzucie oka czuło się, że idą na Umschlagplatz. To potworne, potworne przerażenie wiszące w powietrzu. Ta równie przeraźliwa Cisza – to tylko może być taka Cisza wobec Śmierci.


I rzeczywiście – ta Cisza zapowiadała Śmierć. Dzień później wszyscy uczestnicy Marszu zginęli w Treblince zamordowani przez Niemców. Pani Helena nie była w stanie zrobić nic, by to powstrzymać. Ale z biegiem czasu coraz mocniej utrwalało się w niej poczucie, że nie może więcej być bezczynna – że musi walczyć z hitlerowcami. Kilka dni później zaangażowała się już w konspiracyjną działalność Żydowskiej Organizacji Bojowej na terenie szopu szczotkarzy. Pomagała Emanuelowi Ringelblumowi w tworzeniu archiwum getta – zbioru dokumentów niezrównanie istotnych z perspektywy czasu, dostarczających wiedzy o realnej skali Zagłady w getcie. 6 marca 1943 wraz z rodziną przeszła na aryjską stronę Warszawy z zamiarem zaangażowania się w działalność Żegoty. Stała się łączniczką. Pod swoją opieką miała kilkaset osób. Codziennie przemierzała swoje rodzinne, a jednocześnie tak obce i wrogie miasto z torbą pełną pieniędzy i fałszywych dokumentów. Nie zastanawiała się nad tym, na jak duże wystawia się niebezpieczeństwo. Najważniejsze dla niej było niesienie pomocy. Tak było przed wojną, w czasie wojny i po wojnie.


To tylko bardzo nieszczegółowo opisany fragment z jej życia. Życia naznaczonego traumą i wyróżniającego się wielką odwagą. Do samego końca pani Helena w sposób nieustraszony walczyła ze Złem. Zło to miało wiele twarzy – SS-Mannów i nazistów, odbierającego człowieczeństwo głodu, właścicielki jej mieszkania – antysemitki, szmalcowników, komunistów nakłaniających ją do kłamstwa. Ona jednak zawsze pozostawała kobietą wierną swoim ideałom i prawdzie. Wykazywała się niezmiernie inspirującą postawą, a mimo to jest postacią niekoniecznie znaną. To właśnie z tego powodu uznałyśmy, że m u s i m y sprawić, by jej historię poznało więcej osób.

©2023 wykonanie Moja strona. Stworzono przy pomocy Wix.com

bottom of page