
REBEKA MERENHOLC
To najstarsza z rodzeństwa Merenholc. Przez rodzinę przezywana była "Dziubu". Uczęszczała do żydowskiej szkoły prowadzonej przez Stefanię Sempołowską (wybitną polską nauczycielkę i działaczkę oświatową, bojowniczkę o prawa dziecka, dziennikarkę i pisarkę). Rebeka świętnie znała języki obce i była znakomitą pianistką, podzielając rodzinną miłość do muzyki.
Wyjechała z Polski do Francji, planując karierę wirtuozki. Jej nauczyciel jednak doprowadził do sforsowania jej ręki, co spowodowało, że marzenia młodej kobiety legły w gruzach. Dalej grała, lecz nie stało się to jej sposobem na życie. Zaczęła pracować jako urzędniczka. Później przeniosła się do Ameryki, przeszła odpowiednie kursy i rozpoczęła pracę w szpitalu dla osób chorych na raka. Praca w ośrodku dla osób nieuleczalnie chorych odcisnęła na jej psychice duże piętno - podobnie jak samotność, która dotknęła ją
w Stanach i samobójstwo młodszej siostry, Hanny.
Na stare lata Rebeka zachorowała na sklerozę. Emerytura nie wystarczała jej na prywatny ośrodek, więc trafiła do publicznego domu opieki. W latach 80. i 90. Helena ją odwiedzała. Kobieta jednak jej nie rozpoznawała. Jedyne poszlaki o tym, że w jej pamięci zachowały się szczątki wspomnień rodziny, stanowiły jej wiersze o polskim lesie
i słowa "Hania poszła do nieba" na pytanie o siostrę.

nauczycielka Rebeki z lat młodości

nauczycielka Rebeki z lat młodości
